Rzymskokatolicka Parafia
świętej Jadwigi Śląskiej
w Kraskowie
 
 

Od 6-10 kwietnia gościł u nas ks. Michał Klementowicz, który prowadził w naszej parafii rekolekcje.
Tak nas zaciekawiła jego postać, że postanowiłyśmy przeprowadzić z nim wywiad.

Ksiądz Michał Klementowicz jest kapłanem diecezji gliwickiej. Obecnie student Instytutu Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej KUL.

W.A.F.S. :  Skąd ksiądz pochodzi i czy może powiedzieć coś o swojej rodzinnej miejscowości?

Ks. Michał: Pochodzę z Zabrza. Z części o nazwie Guido (nazwa pochodzi od właściciela kopalni, która znajdowała się w tym miejscu). W domu rodzinnym mieszkają jeszcze moi rodzice i moja młodsza siostra.

Nie przeprowadzał się ksiądz?

Nie, praktycznie rzecz biorąc całe życie tam mieszkałem.

Był ksiądz tam ministrantem?

Tak, byłem ministrantem, aczkolwiek dość późno się zapisałem, bo dopiero w 5 klasie szkoły podstawowej.

Czy codziennie chodził ksiądz do kościoła czy tylko w święta?

Na początku codziennie, a w niedzielę nawet trzy razy. Natomiast potem było troszeczkę gorzej. W liceum byłem nawet szefem ministrantów.

Sam ksiądz służyć jako ministrant czy rodzice namówili księdza?

Nie, moi rodzice raczej stawiali na wolność, nie naciskali.

Skąd wzięła się decyzja o zostaniu kapłanem i kiedy?

Myślałem o tym, chociaż w liceum była dziewczyna, do której czułem wielką sympatię i myślałem, że to inaczej się potoczy, a ostatecznie jakoś wylądowałem w seminarium. Przyznam się jednak, że wielkim marzeniem były studia na Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie – marzyłem o dyplomacji.

A co to spowodowało? Jakiś impuls: „Jednak idę!”?

Nie, wydaje mi się, że nie było takiego impulsu. Natomiast przemyślałem to i podjąłem decyzję. Bardzo ciężko było rozstać się z tymi wszystkimi sytuacjami z liceum, z przyjaciółmi, ze znajomymi, pożegnać tych, którzy byli ważni, których darzyło się sympatią.

Jak wyglądał pobyt w seminarium? Jak ksiądz się tam odnajdywał?

 Muszę powiedzieć, że na początku było ciężko, wszystko było zupełnie nowe. Wielu rzeczy należało się nauczyć. Przede wszystkim żyć w przyjaźni z kolegami, a nie było to łatwe w malutkim pokoju we trzech.

Miał ksiądz miłe wspomnienia czy raczej czekał ksiądz kiedy seminarium się skończy?

Na początku, w pierwszym, drugim roku zawsze czekałem na wyjazd do domu, później wszystko się zmieniło i zacząłem traktować seminarium jako mój drugi dom.

A co ile był wyjazd do domu?

Różnie. Przeważnie raz w miesiącu… Do dzisiaj pamiętam swój pierwszy przyjazd do domu (na Wszystkich Świętych) gdy zamknę oczy to widzę ten moment.

Taka radość, tak?

Wielka. Ponieważ dom zawsze kojarzył mi się ze wszystkim, co najlepsze.

Czy w seminarium nawiązał ksiądz dużo znajomości? Utrzymuje ksiądz te kontakty?

Zdecydowanie tak. Sporo różnego rodzaju znajomości się zostało nawiązanych i wiele z nich trwa do dziś.

Np. ks. Krzysztof Bytomski (były wikary w Bogacicy) i ks. Piotr Janaszczyk (MBWW)?

Tak, z ks. Krzysztofem akurat nie mieszkałem, ale z ks. Piotrem na pierwszym roku w drugim semestrze mieszkaliśmy razem. Muszę powiedzieć, że na początku bardzo się nie lubiliśmy, do tego stopnia, że było nieciekawie, a potem, kiedyśmy się lepiej poznali było już zupełnie inaczej.

A ciężko jest utrzymać kontakt?

Do czasu, kiedy byłem wikariuszem na parafii (do 2009 roku) tych kontaktów było więcej, bo byłem na Śląsku, czyli przyjeżdżało się na urodziny, odwiedzało się z okazji różnego rodzaju sytuacji, spotkań kursowych… Natomiast od czasu, kiedy jestem w Lublinie, to wiadomo, odległość 400 km powoduje, że tych okazji jest dużo, dużo mniej.

Naszedł czas pierwszej mszy. Bał się ksiądz?

Pamiętam, że bardzo przeżywałem. Była taka scena… mam dwa zdjęcia w albumie prymicyjnym, jak po błogosławieństwie stoimy z rodzicami i siostrą, podkreślam, że są to dwie identyczne fotografie! Tyle, że na pierwszej mamy miny strasznie grobowe. A drugie zdjęcie jest takie samo, tylko wtedy fotograf powiedział „Uśmiechnijcie się, bo wyglądacie strasznie” i wtedy żeśmy się uśmiechnęli. To są identyczne zdjęcia, tylko na jednym stoimy z minami strasznymi, a na drugim mamy takie słoneczne, uśmiechnięte twarze.

A były jakieś wpadki podczas mszy świętych?

Pewnie, że były. Raz miałem nieprzyjemną sytuację – zrobiło mi się bardzo słabo przy ołtarzu i nie potrafiłem dokończyć. Ostatnio podczas prowadzenia Drogi Krzyżowej dla młodzieży w Kraśniku (tam się nie śpiewa na Drodze Krzyżowej)starałem się wszystko recytować, ale przy czwartej stacji się zapomniałem i zaśpiewałem, a oni nie pociągnęli za mną (śmiech). No, ale na Śląsku się wszystko śpiewa, a tam niekoniecznie i człowiek z przyzwyczajenia zaśpiewał.

Co z księdza zainteresowaniami?

Bardzo się interesuję pszczelarstwem. Nie mam swojej pasieki jeszcze, ale mam już książkę(śmiech). I kiedyś jak wrócę na Śląsk, jak będę miał czas lepszy, na pewno sobie pasiekę założę. Natomiast bardzo interesuję się historią, ale niestety teraz swoje zainteresowania rozwijam również w związku ze studiami.

Skąd pomysł na takie zainteresowanie pszczołami?

Bardzo zdrową rzeczą jest miód. I to mi się podobało. Ja w ogóle mam duszę rolnika. Moi dziadkowie mieli swoje gospodarstwa i na wakacje jeździłem i pomagałem w czasie żniw. I Gdzieś te pszczoły urodziły się po drodze. A oprócz takich pasji były pasje sportowe, swego czasu chodziłem do szkoły Mistrzostwa Sportowego na Śląsku. Pływałem wyczynowo na poziomie szkoły, w liceum to się niestety skończyło.

Z tego co wiem lubi ksiądz podróżować…

Lubię podróżować, chociaż muszę powiedzieć, że te pasję poważnie realizuję dopiero od 2004r.

A co się księdzu podoba w tych podróżach?

Zdobywanie tego, co nieznane. Trzeba mieć taką duszę odkrywcy, poszukiwacza. Zaczyna się dzień, a wieczorem nie wiem, gdzie będę i nie wiem, co będę robił w ciągu tego dnia. Czasem sytuacje są bardzo niebezpieczne. Osobiście pamiętam, gdy zgubiłem paszport na lotnisku w Moskwie. Na szczęście znalazłem go w sklepie, gdzie wcześniej coś kupowałem.

Skąd pomysł na wyjazdy w ciemno, bez rezerwacji hotelu, tylko samolotu?

Chyba z młodzieńczej pasji odkrywania świata. Zobaczymy co będzie. Byliśmy przecież młodzi, z cukru nie jesteśmy, nawet jak zmokniemy nic nie będzie a mamy też namiot, który można rozbić.

Podoba to się księdzu?

Bardzo mi się podobało, teraz niestety nie mam czasu na te wyjazdy, co jest moim wielkim smutkiem. Mam nadzieję, że kiedy już skończę studia, wrócę to tego, aby tę pasję rozwijać.

Góry ksiądz też zdobywa? Np. Koronę Gór Polski?

Mimo, że chodzę w góry, to jednak Korony nie zdobywałem. I na razie się chyba na to nie zanosi, chociaż… Anglicy mówią „nigdy nie mów nigdy”.

Nie boi się ksiądz, że pojedzie kiedyś i nie będzie wolnego pokoju?

Udzielałem się kiedyś w harcerstwie w kręgu kleryckim. Pamiętam taką sytuację, byłem na wędrówce (dzieliliśmy się na patrole trzy osobowe) i jechaliśmy jakieś 400 km po prostu na stopa. Przyjechaliśmy do Koszalina, mieliśmy dużo czasu, więc poszliśmy do parku i spaliśmy na trawniku. Bałem się, że przyjdzie straż miejska, bo pomyślą, że jesteśmy pijani albo coś w tym stylu, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca.

A jakie kraje ksiądz zwiedził?

Byłem w różnych krajach Europy Zachodniej, ale więcej tych krajów było jednak na wschodzie tzn. w Kazachstanie, Rosji, Armenii, Rumunii, Ukrainie..

A które miejsce najbardziej się księdzu podobało, gdzie ksiądz chciałby wrócić?

Chyba chciałbym wrócić na Syberię, nad Bajkał. Tam było bardzo pięknie. Chociaż muszę się przyznać, że moi dwaj koledzy w Bajkale się kąpali, ale ja się nie zdecydowałem. Jestem raczej ciepłolubny (śmiech) i nie lubię takich temperatur (mimo, że był sierpień).

A były jakieś śmieszne sytuacje?

Mnóstwo. Chociaż takich traumatycznych było więcej. Pamiętam, jak wchodziliśmy na Howerlę (Ukraina), tak dramatycznie zmokliśmy! W przewodniku było napisane „Długą wspinaczkę rekompensuje wspaniały widok z góry”. Kiedy weszliśmy do góry, to była taka mgła, że nie było widać na pół metra (był taki deszcz, że miałem wszystkiego dość). Następnego dnia także lał deszcz i siedzieliśmy w namiocie, gdzie też odprawiliśmy Mszę świętą.

Miał ksiądz jakąś chorobę tropikalną?

Nie wiem czy tropikalną, ale w Kazachstanie z dnia na dzień dostałem wysokiej gorączki. Byłem wtedy wystraszony, bo panowała wtedy grypa AH1N1 i miałem czarne myśli. Na szczęście gorączka przeszła i było wszystko w porządku.

Ma ksiądz jakieś marzenia?

Chciałbym pojechać do Stanów Zjednoczonych. Chciałbym wynająć samochód campingowy i przejechać z zachodniego na wschodnie wybrzeże – to moje marzenie.

Co z księdza planami na wakacje?

Po powrocie ze studiów w lipcu będę w swojej diecezji, w sierpniu wyjeżdżam zastąpić księdza w Austrii w miejscowości nad Dunajem, a we wrześniu mam swoje zajęcia w Radio Plus Śląsk.

A jest ksiądz teraz na jakiejś parafii?

Nie, teraz jestem na studiach w Lublinie i mieszkam w specjalnym domu dla studiujących księży.

W jakim środowisku ksiądz się najlepiej odnajduje, z kim się najlepiej księdzu pracuje?

Trudno rozmawia się z gimnazjalistami. Mam takie doświadczenie, że na rekolekcje dobrowolne przychodzili licealiści i studenci, była schola młodzieżowa, i byłem zachwycony, że sami od siebie przychodzą, że oni po prostu są. Lubię bardzo pracę z dziećmi, bo one zawsze mówią prawdę. Wiadomo, że najwdzięczniejsza jest praca z dorosłymi. Młodzież też może zawstydzać swoją religijnością, swoją pobożnością, nawet księdza. Kiedy obserwowałem (w Kraśniku), jak oni się zachowują w kościele, jak robią dziękczynienie po Mszy, jak się do niej przygotowują - mam bardzo pozytywne spostrzeżenia. Jest wielu ludzi młodych, którzy są wrażliwi, myślę, że młodzież, mimo że nie potrafi o tym mówić, bardzo kocha i potrzebuje Boga.

Studiuje ksiądz teraz dziennikarstwo, z osobami młodszymi od siebie. Co ksiądz myśli o tych ludziach? Czy mają wrażliwość chrześcijańską?

Bardzo dużo takiej wrażliwości mają w sobie. Było mi miło, gdy powiedziano mi, że cieszą się, że jest u nich ksiądz na roku. Ja też lubię z nimi rozmawiać. Oczywiście są osoby, z którymi częściej się spotykam, z innymi rzadziej. Oni uczą mnie też wielu rzeczy, m.in. takiego pokornego patrzenia na świat.

Miał ksiądz jakieś nieprzyjemne sytuacje?

Nie, spotykam się z wielkim szacunkiem i życzliwością. Może to się wydawać dziwne, chociażby dlatego, że mówimy do siebie po imieniu, ale tak jest łatwiej.

Co ksiądz, obserwując młodych ludzi, studentów, myśli o ludziach w tym wieku? Czy to prawda, że teraz trudno jest spotkać osoby wierzące, które nie boją się do tego przyznać?

Wydaje mi się, że jest wielu ludzi młodych bardzo głęboko wierzących i co najważniejsze są z tego dumni. Poznałem grupę studentów związaną z OAZĄ. Myślę, że mają większą wiarę niż niejeden ksiądz.

Teraz przejdźmy do naszych rekolekcji parafialnych. Dlaczego Księga Rodzaju?

Chyba dlatego, że jest o początku. I wielkim sukcesem tych rekolekcji będzie, gdy każdy chociaż raz omawiany tekst (Rdz 3, 1-15) przeczyta w domu. Jest on interesujący, bo to jest nasza historia. My rozmawiamy sobie ze złym duchem, słyszymy jego sympatyczny głos, tak jak Odyseusz słyszał głos pięknych syren, ale Odyseusz wiedział, gdzie jest jego Itaka, zmierzał do niej. My też wiemy, gdzie jest nasz cel i jeśli będziemy słuchać tego złego ducha, to do Itaki nie dojdziemy.

Jak ksiądz doszedł do tego tematu?

Zainspirował mnie ks. Tadeusz Polak, tworzył kiedyś program ZIARNO w TV. Podjął podobny temat w czasie rekolekcji dla kleryków w naszym seminarium.

Jak, według księdza, możemy być świadkami Jezusa w obecnym świecie?

Wydaje mi się, że być po prostu normalni i naturalni, a okazja sama się znajdzie. Dowodem jest chociażby to, że nie jem mięsa w piątek. My nie jesteśmy stworzeni po to, aby stanąć na środku ulicy i krzyczeć „Ja wierzę w Chrystusa”, to jest niepotrzebne.

Na naszej stronie parafialnej co tydzień są dodawane teksty o Janie Pawle II. Jest możliwe, aby jego postać pomogła nam w zrozumieniu Boga? W znalezieniu go?

Wydaje mi się, że jest taka możliwość, aczkolwiek Polacy bardzo często mówią, że kochają Jana Pawła II, a niestety nie znają jego nauczania. I jest to troszkę bolesne. Łatwo jest powiedzieć „kocham kogoś”, trudniej jest swoimi czynami tej miłości dowieść. I tak jest z Janem Pawłem II, mogę powiedzieć „kocham papieża”, a papież wyraźnie uczył o przykazaniach , a nie potrafię tych przykazań wprowadzać w życie. Tak więc wydaje mi się, że owszem papież może być pomocą, ale przede wszystkim powinniśmy go słuchać, a potem deklarować  miłość do niego.

A jak się księdzu podoba w Kraskowie? Czy nasz ksiądz proboszcz godnie księdza ugościł?

Bardzo mnie godnie ugościł. Przypomniał mi się Śląsk, kiedy przyjechałem do Kraskowa, tu ludzie ładnie śpiewają, na Lubelszczyźnie raczej nie. Jestem bardzo wdzięczny, że tak miło zostałem przyjęty.

Co ksiądz chciałby przekazać mieszkańcom naszej parafii na zakończenie rekolekcji?

Takim ostatecznym przesłaniem będzie jutrzejsze kazanie, gdzie będę mówił o ratownikach górniczych i chcę powiedzieć, że Pan Bóg jest takim ratownikiem górniczym, który zjeżdża pod ziemię mojego grzechu, żeby mnie wydostać z takiej kopalni, życzę wszystkim spotkania Boga – Ratownika.

Rozmawiał W.A.F.S.

tj. Wioletta Frasek i Joanna Szoprun

 

 

 
 
 
 
 
 
Ważne wydarzenia:
 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Wspierane przez Hosting o12.pl